Muzeum Autobusów? Dlaczego nie!?
Kilka tygodni temu Pan Cezary zjawił się w siedzibie Centrum Inicjatyw Obywatelskich, gdzie zasięgnął pierwszych porad zwiazanych z utworzeniem organizacji pozarządowej. Dziś poinformował nas, że statut stowarzyszenia jest prawie gotowy, czeka na ostatnie poprawki i konsultacje specjalistów z CIO.
Poniżej zamieszczamy wywiad z Panem Cezarym, który opowiada o źródłach swoich zainteresowań (tych bardziej pragmatycznych, i tych mniej), o przeszkodach w realizacji pomysłu (zawsze do pokonania), o pomocy ze strony znajomych i nieznajomych (ale zawsze mile widzianej) i o samym autobusowym muzeum.
Zapraszamy do lektury!
Dla większości osób autobus to po prostu ułatwienie życia, środek komunikacji miejskiej, umożliwiający sprawne dotarcie do celu. Dla Pana zdecydowanie jednak coś więcej?
Dla mnie autobus to po prostu środek komunikacji miejskiej. Takie powinno być priorytetowe podejście do tego zagadnienia. Pojazdy te mają swoje zadania, zostały stworzone do konkretnych celów i takie powinno być ich przeznaczenie. Faktem jest, że do autobusów mam sentyment ponieważ na tego rodzaju pojazdy zwracałem uwagę od przedszkola i są one częścią mojej własnej historii. Są historią mojego miasta, które kocham i chcę by podkreślały jego charakter. Każdy przedmiot kiedyś kończy swoje zadanie, jest wyrzucany, kasowany. Część z nich jest dokumentowana opisywana, pozostawiana dla potomnych. Podobnie jest z autobusami, które mają tę przewagę, że dotyczą historii większości Słupszczan. Każdy z nas ma jakieś wspomnienia związane z korzystaniem z tego środka transportu. Zachowanie takich pojazdów pozwala udokumentować kawałek historii miasta, jest to też po części historia mieszkańców, którą każdy ma zapamiętaną na własny sposób. Myślę, że jeśli ktoś dojrzał już do tego, że zauważa szybkość upływającego czasu, nie będzie miał problemu ze rozumieniem idei zachowywania tego, co jest przynależne do historii jego pokolenia. Dla mnie stare autobusy to zapis historii. Nowe wynalazki ostatnich 15 lat są plastikowymi pojazdami bez historii, ale wiem, że dla dzisiejszych 20-latków kiedyś będą też sentymentem.
Napisał Pan książkę pt. „Słupsk i autobusy” – co miało dać to dzieło , jaki był cel jego stworzenia?
Cel od początku był tylko jeden – udokumentować historię miejskiej komunikacji w 100-tysięcznym Słupsku, stworzyć opracowanie jakiego nie miało jeszcze żadno inne miasto w Polsce. Książka powstawała przez 3 lata, Jej pierwotna wersja zawiera 997 stron materiału. W końcu do druku trafiło 500 stron. Ukazała się w niszowym nakładzie, za to jej forma była całkowicie autorska. Początkowo po promocji w warszawskich mediach i instytucjach (muzea, ministerstwa, uniwersytety) miała być dodrukowana na 100-lecie Komunikacji Miejskiej w Słupsku. Tak się jednak nie stało i wszystko wskazywało na to, że to będzie już jej koniec na rynku wydawniczym. Jednak kontakty z warszawskimi instytucjami zaowocowały, książka zaczęła żyć w mediach własnym życiem. Był bardzo duży oddźwięk Słupszczan, którzy po informacjach o jej wydaniu dopytywali się gdzie ją można nabyć lub wypożyczyć. Dostałem ofertę zdigitalizowania jej na potrzeby bibliotek. Ostatnio jednak pojawił się wydawca z innej części Polski, który chce wydać książkę jako reedycję w konkretnym nakładzie.
Reedycja będzie miała nowy tytuł, tworzona jest obecnie nowa okładka, będzie nowy format, utrzymana zostanie ilość stron. Czynione są aktualizacje oraz redagowany jest nowy układ stron. Dzięki temu, że niemal 8 miesięcy temu wyszła pierwsza edycja, teraz wiemy co jest z niej najbardziej pozytywnie odbierane, na które części jest największe zapotrzebowanie. Powymienianych zostanie wiele informacji z materiału które pierwotnie nie dostał się do druku. Sama książka nie ma charakteru czysto technicznego, a raczej społeczny, większy nacisk kładę na ciekawostki dotyczące konkretnych zdarzeń w mieście z udziałem autobusów. W zasadzie w ostatniej chwili udało się udokumentować to co już bardzo się zacierało. Nie istnieją już teczki historycznych pojazdów w MZK, nie wszystkie tomy gazet z lat 60-tych są czytelne, odchodzą powoli ludzie, którzy pracowali w zawodzie kierowcy lub mechanika w latach 60/70. Książka jest takim otynkowaniem fasady historii słupskiego transportu, fasady, która mocno już się sypała.
Miałem to szczęście, by móc zapoznać się z książką. Oprócz właściwej treści, uwagę przykuwają bardzo obszerne podziękowania – czyli idei stworzenia muzeum i upamiętnienia słupskich autobusów przyklasnęło wiele osób?
Bardzo się cieszę, że Pan zwrócił na to uwagę. To mój ulubiony i najważniejszy rozdział. Właśnie dla niego wydałem książkę własnym sumptem, ponieważ gdyby była wydawana na konkretne wydarzenie, ten rozdział musiałby wylecieć, a dla mnie najważniejsze jest podziękowanie ludziom bez których pomocy nic nie mógłbym osiągnąć. Pomocnych ludzi jest masa, i co ciekawe ogromna większość z nich nie tyle interesuje się autobusami co robiła to z sympatii do mnie. Pomoc nie polegała tylko na wspieraniu idei, ale na często małych drobnostkach jak zdobywanie wycinków z gazet, części po złomowiskach, odśnieżaniu dachów moich wozów w zimie, sprawdzaniu śladów autobusów po słupskich działkach. Duże znaczenie miała pomoc psychiczna, wiele osób po prostu wspierało mnie w tym co robię dobrym słowem. To też bardzo ważne, niektóre były natchnieniem i wzorem bo same mają swoje cele w życiu i dążą do ich realizacji. Mnie bardzo nakręcają ludzie kreatywni i mający własne zdanie.
Oczywiście była też konkretna pomoc podczas licytacji wozów, pomoc przy przeprowadzaniu autobusów na nowe miejscówki, pomoc z miejscami parkingowymi, przejściu przez labirynty urzędniczych biurokracji. To cała armia ludzi mądrzejszych doświadczeniem życiowym ode mnie, którzy potrafili skutecznie chwycić mnie za ramię gdy już groziło, że się wywrócę.
Kiedy narodziła się idea stworzenia muzeum autobusów i jak miałoby ono wyglądać?
Jakieś trzy lata temu. Zaczęło się od tego, że kupiłem wówczas pierwszy autobus Jelcz PR110 (Berliet). Miał stanąć na działce jako altanka. Byłem wówczas już po 30-ce i zaczęło docierać do mnie, że już na tyle przesunąłem się na taśmie życia, że mam już coś do powiedzenia i zrobienia, i nie jest to już młodzieńczym słomianym zapałem. Wówczas tak naprawdę poczułem się prawdziwym Słupszczaninem, który chciałby aby jego miasto było najpiękniejsze i wyróżniane przez innych. Zrodził się wówczas pomysł czemu nie zakupić innych pojazdów i stworzyć czegoś na wzór muzeum. Zacząłem zadawać sobie pytanie czy chcę być sobą, czy żyć podług schematów, czy chcę robić to co lubię i w czym jestem dobry, czy robić coś na zasadzie "bo robią to inni". Co ciekawe, najwięcej zrozumienia i pomocy dostawałem od osób obcych i starszych ode mnie niż od najbliższych znajomych, ale to właśnie jeszcze bardziej mnie mobilizowało. Zmieniłem patrzenie na świat i zacząłem otaczać się ludźmi którzy mają jakiś cel w życiu, pasję i którzy są przede wszystkim siebie świadomi. Przy czym mocno chcę podkreślić, że pasją może być wszystko od wychowywania dziecka, gotowania potraw czy dbania o ogród. Najważniejsze jest widzieć w czymś cel.
Nigdy nie miałem wizji by muzeum było czymś wypasionym. Sam sfinansowałem zakup 5 autobusów (i na tyle jest ono pierwotnie przeznaczone). Już na dzień dzisiejszy jest to druga w Polsce największa kolekcja wozów z lat 80/90 które są w niezmienionej postaci z zachowaniem oryginalnych detali. Ściśle współpracuję z największym kolekcjonerem autobusów w Polsce z Nakła, który stara się założyć podobne muzeum w Bydgoszczy. Współpracuję z kilkoma instytucjami z Warszawy i prywatnymi ludźmi zajmującymi się motoryzacją. Zakupione są już autobusy, teraz najważniejszą rzeczą jest odszukanie dla nich placu by mogły stać bezpieczne i nie niszczeć na klepiskach podwórek na wioskach wokół Słupska. Plac umożliwiłby swobodny dostęp do nich. Słupsk ma w tej chwili produkt, który albo wykorzysta albo wypuści go z „rąk”. Czy to będzie muzeum czy jakaś inna forma to jest mi obojętne, chcę by autobusy zostały w moim mieście i to w nim były dodatkową jego atrakcją turystyczną. Takie muzea powstają w coraz większej ilości miast nawet tych mniejszych niż 100.000 mieszkańców. Coraz więcej osób zakupuje pojazdy na własną rękę by robić na tym interes. Ja jestem od tego daleki i śmieszą mnie pytania znajomych „ile z tego będę wyciągał”. To co ja chcę osiągnąć to sprawić, że właśnie słupskie pojazdy przejdą w Polsce do historii i właśnie one będą tymi które rocznikowo najstarsze będą ostatnimi egzemplarzami danych typów i jeśli nie w Słupsku to będą w innym mieście częścią danej kolekcji np. Muzeum Techniki.
Na jakim etapie są przygotowania do uruchomienia muzeum?
Ostatnio wszystko się ruszyło. Trwają rozmowy z ubezpieczalnią na temat polis OC (dotychczas płaciłem wszystko bez zniżek z własnej kieszeni). Teraz dysponuję już ekspertyzą od głównego rzeczoznawcy z Warszawy, który uznał całą kolekcję wozów za wartościową historycznie i nadającą się do celów muzealnych. Porozumiałem się z MZK na temat udostępnienia placu postojowego. Aby jednak to działało obiecałem założyć stowarzyszenie do którego od 1,5 roku podchodzę jak do jeża. Byłem w Centrum Inicjatyw Obywatelskich i obecnie jestem na etapie tworzenia statutu. Swoją pomoc przy tworzeniu stowarzyszenia zaoferowały najbardziej nieoczekiwane osoby. Duża część to ludzie z Warszawy, których poznałem przy okazji promocji pierwszej edycji książki, a którzy zapalili się do pomysłu i chcą by Słupsk miał takowe muzeum. Jestem dumny z tego, że obdarzają mnie tak dużym zaufaniem. Niedługo zamierzam złożyć stosowne wnioski do KRS-u. Jeśli wszystko dobrze pójdzie pierwsze dwa autobusy będą przewiezione spod Słupska do bazy. Znowu pomogą w tym zaprzyjaźnienie kierowcy, warsztatowcy, MZK obiecała w razie czego pomóc w odpalaniu akumulatorów. Będzie to bardzo trudne zadanie ponieważ wozy od roku stoją na klepisku i manewrowanie nimi przez ciasne posesje i bramy będzie wymagało nie lada wprawy. Warunkiem jednak będzie pozytywne zakończenie sprawy z OC. Jeśli to się powiedzie w drugiej turze przyjadę autobusami stacjonującymi w Nakle i Grudziądzu. Przez kolejne miesiące moim zadaniem będzie reklamować projekt w ogólnopolskich mediach, szukanie osób pomagających w remontach. Dużą pomocą będzie promocja drugiej edycji książki, która jednocześnie będzie reklamą idei Muzeum.
Tak naprawdę gdyby nie prezydent Kobyliński, wszystko spaliłoby na panewce. Jego zdolności organizacyjne i mediacyjne sprawiły, że doszło do ponownych rozmów między mną, a MZK i tym razem zawiązała się nić porozumienia. Mój projekt ma jego przychylność ponieważ jest czymś nowym dla miasta. Szanuję go za to co robi dla Słupska w dziedzinie promocji. Boję się karierowiczów i popisywaczy, a jemu ufam, bo odbieram go jako ideowca i społecznika, dla którego najważniejsze jest miasto. To twardy i stanowczy człowiek, ale właśnie taka charyzma sprawia, że jest konsekwentny. Jest bardzo dobrym psychologiem i potrafi dobrze rozgryźć człowieka. Podoba mi się w nim to, że jest wymagający wobec innych. W innych miastach by dostać się do prezydenta trzeba czekać wiele tygodni, tu nie ma z tym problemu. Dużo jeżdżę po Polsce i lubię zwracać uwagę na inne 100-tysięczne miasta. Słupsk na tle wielu z nich to perełka pod względem czystości i zadbania.
Czy będzie to rzeczywiste muzeum – czy odpowiednie instytucje państwowe wyrażą zgodę na używanie tej nazwy i włączą do swojego spisu? Jakie warunki trzeba spełnić?
Z muzeum jest sprawa skomplikowana. Oczywiście wkrada się tu biurokracja, ale również i przepisy bezpieczeństwa. Ogólnie słowo muzeum jest hasłem mającym większy wydźwięk medialny. Może być muzeum prywatne lub państwowe. Jest masa uwarunkowań. Trzeba pamiętać, że aby coś funkcjonowało profesjonalnie muszą być spełnione warunki sanitarne, zabezpieczenia pożarnicze itd. Do tego oczywiście kolekcja musi być uznana za wartościową. W Polsce na chwilę obecną konkretne zbiory posiada Nakło/Bydgoszcz i właśnie Słupsk. Bardzo ściśle współpracuję z Nakłem. Zarówno oni jak i my wspólnie będziemy starać się o założenie muzeum. Nakło ma dużą pomoc ze strony miasta Bydgoszczy, które będzie reprezentować ich w dążeniu do tego celu. Bardzo wspierani są przez media. Słupsk natomiast ma stwierdzoną wartość historyczną pojazdów, które uznane są za unikaty
oraz udokumentowaną i szczegółowo sporządzoną dokumentację naukową. Nakło będzie starało się do zawiązania muzeum prywatnego. Jest koncepcja by pojazdy słupskie dołączyć do wniosku jako filia Muzeum w Nakle z uznaniem ich „autonomii”. Ostatnio skontaktował się ze mną także dyrektor Muzeum Oręża Polskiego z Kołobrzegu zainteresowany sekcją Muzeum Komunikacji. Ogólnie bardzo dużo instytucji zainteresowanych jest słupskimi okazami. Dwa muzea prywatne spod Warszawy, dwa miasta i prywatni kolekcjonerzy. Autobusy które posiadam na dzień dzisiejszy są już cenne ponieważ należą do najstarszych rocznikowo danego typu w Polsce a dodatkowo nigdy nie przechodziły modernizacji, więc łatwo uznać je za oryginalne. Bardzo zależy mi na tym aby autobusy zostały w Słupsku i stanowiły jego kolekcję zamiast trafić do innych miast i udawać tamtejsze wozy.
Jakie eksponaty znajdą się w muzeum i czym się one charakteryzują?
W tej chwili są to 4 pojazdy: Jelcz PR110 (Berliet) z 1990 roku, Ikarus 280.26 z 1986 roku i dwa Jelcze M11 (Migi) z 1988 roku. Jestem już po rozmowach z MZK Grudziądz z którego oczekuję na koniec eksploatacji Jelcza 120M z 1994 roku. To samo z ostatnim pojazdem z PKS Słupsk – Autosanem H9-21 z 1990. Berliet jest jednym z 10 Berlietów w Polsce tego rocznika bez modernizacji i jest jedynym w północnej części Polski, który jest na chodzie. Ikarus jest jedynym z tego rocznika w Polsce na północ od Warszawy i jednym z 5 na cała Polskę z oryginalnymi częściami. Migi z których jeden służy za dawcę części do drugiego jest najlepiej utrzymanym Migiem w Polsce wciąż w klasycznym malowaniu. Jelcz 120M pochodzi z pierwszej serii pojazdów tego typu przeznaczonych do przewozu wózków inwalidzkich. Jest najstarszym tego typu wozem w Polsce z wciąż oryginalnym oblachowaniem i podzespołami, wciąż na chodzie. Autosan jest najstarszym pojazdem tego typu w Słupsku (bez zmieniającej jego wygląd modernizacji) i jednym z najstarszych w Polsce. Cała kolekcja stanowi zbiór wszystkich najważniejszych pojazdów jakie funkcjonowały w Słupsku w latach 1980-1995.
Co zostanie zrobione z tymi pojazdami, w jakim są one stanie, jakich prac wymagają?
Wszystkie zakupywane były w dobrym stanie i na chodzie. Każdy dojeżdżał o własnych siłach na miejsce. Jeden z Jelczy M11 zrobił to jadąc aż z Bielska-Białej. To właśnie on charakteryzuje się najlepszym stanem technicznym. Uczestniczył już także w kilku paradach autobusowych. Berliet oraz Ikarus do niedawna były na chodzie. Jeszcze we wrześniu o własnych siłach przewiozłem je z parkingu w Słupsku do jednej z wiosek pod stolicą Pomorza Środkowego. Jednak po zimie padły akumulatory. Stały na klepisku więc zaczyna się atak rdzy. Jelcz 120M oraz Autosan są wciąż w eksploatacji i są wciąż na chodzie więc w chwili przejęcia gdy już będzie plac nie będzie problemu z opieką nad nimi. Mig oraz Jelcz 120M mają wciąż oryginalne barwy. Największych prac na dzień dzisiejszy wymaga Berliet który prócz odmalowania potrzebuje już nowych blach, mimo że technicznie jest wciąż ok. Docelowo wszystkie pojazdy mają mieć oryginalne kremowo-czerwone barwy, a Autosan kremowo-zielone.
Jak wiele kosztuje Pana ta pasja? Czy docelowo chciałby Pan rozszerzyć ilość eksponatów, czy będzie Pan poszukiwał środków zewnętrznych?
Już mnie nakosztowała. Ale podejmując decyzję o kupowaniu liczyłem się z kosztami i nie zaskakują mnie one. Pierwszy wóz kupiłem za... 10.000 złotych, każdy następny był już tańszy i niektóre niemal za przysłowiową złotówkę. Największym utrapieniem było i jest OC ponieważ taka jedna polisa wynosi około 3.000 za sztukę. Stąd teraz zdobyłem ekspertyzy i staram się dojść do porozumienia z ubezpieczalnią. Nie zamierzam rozszerzać ilości eksponatów na więcej niż 5 ponieważ tyle dotąd mogę utrzymać. Jeśli to się uda i stworzy się muzeum to wówczas będzie można myśleć o czymś większym, nie sądzę jednak by w ilości była tu siła a w jakości. Nie jest moją ambicją by było to coś bardzo dużego. Najważniejszy jest umiar i kierowanie się racjonalnością. Jeśli kiedyś będzie potrzeba sprowadzenia do Słupska legendarnego ogórka to dzięki współpracy z Nakłem na pewno będzie można go wypożyczać do nas. Środków zewnętrznych na pewno będę poszukiwał. Na razie skupiam się na tym co jest teraz. Nie lubię gdybać. Będę angażował ogólnopolskie media, wykorzystywał moje kontakty z instytucjami warszawskimi i próbował zainteresować projektem ewentualnych sponsorów.
Jaką ma Pan wizję funkcjonowania muzeum? Co oprócz autobusów w nim się znajdzie?
Nie lubię mieć wizji bo to takie nierealne, nie lubię gdybać. To co chcę zrobić to by wozy były z biegiem czasu dodatkową atrakcją turystyczną. Ode mnie już zależy jak to rozreklamuję i jak zachęcę ludzi do tego by była to faktyczna ciekawostka, a nie dziwadło. Myślę, że w najbliższym czasie takie muzea czy kolekcje będą powstawały w innych miastach i się rozwijały i to będzie taka wspólna moc napędowa. Słupsk w tej chwili przoduje i trzeba to wykorzystać. Na pewno dobrze byłoby by takie muzeum znajdowało się w dobrej lokalizacji, takiej by turysta lub mieszkaniec nie musiał jechać na drugi koniec miasta. Muzeum miałoby mieć formę mobilną. Pojazdy mogłyby być częścią wielu miejskich wydarzeń i wozić turystów w konkretne dni po mieście. Pomalowane w oryginalne barwy mogłyby być też tymczasowymi pomieszczeniami na przenośne mini wystawy twórczości różnych grup artystycznych (prace mogłyby być prezentowane w autobusowych salonach). Na miejscu w muzeum pojazdy mogłyby być odpalane, dzieciaki mogłyby się zapoznawać z budową takiego autobusu, własnoręcznie zamykać i otwierać drzwi, obserwować jak pojazd oddycha po włączeniu silnika. Już dzisiaj dostaję maile od różnych szkół z pytaniem czy możliwe jest zorganizowanie zwiedzania autobusów przez wycieczki szkolne, jednak na dzień dzisiejszy z racji lokalizacji na prywatnych posesjach jest to niemożliwe. Prócz wozów oczywiście zbierane byłyby wszystkie akcesoria związane z komunikacją (kasowniki, bilety, części innych rodzajów pojazdów). Można również zaangażować innych motoryzacyjnych zapaleńców którzy mają w swoich garażach stare osobowe samochody i w tym kierunku mogłoby pójść kiedyś muzeum, czyli w coś w rodzaju Muzeum Techniki.
Jakie są możliwe terminy stworzenia i otwarcia muzeum?
Nie wiem tego. Wszystko zależy od rzeczy które wymieniłem jako priorytety. Czyli załatwienie do końca sprawy OC, i przewiezienie pojazdów do MZK. Wówczas przechodzę do kolejnego etapu czyli reedycja książki i reklamowanie projektu w ogólnopolskich mediach. Wszystko zależy od odzewu, pomocy ludzi. Nie chcę podawać z sufitu żadnych terminów ponieważ najpierw chcę zobaczyć jak uda się zrealizować teraźniejsze plany. Na pewno konsekwentnie będę dążył do tego by powstało profesjonalne muzeum w mieście które na to zasługuje swoją historią.
Więcej:
www.trojmiasto.gazeta.pl - tekst z 8.7.2010
www.kurierslupski.pl - tekst z 2.7.2010
www.gp24.pl - tekst z 21.04.2010
- Kategoria:
- Tagi:
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

