Nie można już wypełnić formularza.

DB: Próbują dopalaczy, a ratunku szukają w szpitalach

Kilka z oferowanych produktów kolekcjonerskich
"Masakrator", "armagedon", "hardcore", "konkret" - już same nazwy tzw. dopalaczy wskazują na to, że po ich zażyciu może przydarzyć się coś złego. Dowodów daleko szukać nie trzeba. Pomorskie Centrum Traumatologii w Gdańsku od kilku tygodni przeżywa prawdziwy najazd tych, którzy w czasie wakacji przeholowali z legalnymi, ale bardzo niebezpiecznymi używkami. Gorąco na dyżurach robi się tu zwłaszcza w weekendy.

- Lato sprzyja eksperymentom. Młodzi pacjenci, po zażyciu dopalaczy, trafiają do nas ostatnio coraz częściej - przyznaje dr Małgorzata Maj, dyrektor ds. medycznych PCT.

W ubiegłym tygodniu na szpitalnym łóżku wylądowała 20-latka. - Miała duszności, częstoskurcze, drżenia całego ciała. Odczuwała też silny niepokój. Problem polega na tym, że takie przypadki my możemy leczyć tylko objawowo - mówi dr Małgorzata Maj. - Może się jednak zdarzyć tak, że nie wiedząc, co jest substancją toksyczną w zażytym przez nastolatka środku, w ogóle nie będziemy mu mogli pomóc - zastrzega lekarka. - Ciągle nie wiemy, jakie tak naprawdę mogą być następstwa zażywania dopalaczy. Nie potrafimy powiedzieć, co u takiej osoby stanie się z mózgiem, układem krążenia czy nerkami - podkreśla. Na początku lipca z życiem ledwo uszedł 20-letni gdańszczanin, u którego po zażyciu dopalaczy nastąpił rozpad mięśni, zaburzenia pracy wątroby i nerek. W efekcie chłopak od początku uczy się posługiwać rękami i nogami.

 

Więcej >>>>