NGO.PL: Prezydenci wszystkich Europejczyków
— W sprawie prezydencji od pewnego czasu odbywa się bardzo dużo spotkań z udziałem organizacji. Spotkania te mają bardzo techniczny wymiar, koncentrujemy się wokół tego, co ma się wydarzyć. Umyka jednak nam, obywatelom, namysł nad tym, po co w ogóle nam ta prezydencja?
prof. Genowefa Grabowska: — Z tym, że wydarzenie to jest jakoś szczególnie prestiżowe, chyba przesadzamy. Kierowanie UE jest prostą konsekwencją przyjętej zasady, że wszystkie państwa członkowskie w określonym porządku wykonują tę funkcję. W związku z tym przychodzi kolej i na Polskę. Za następne 13,5 roku znowu padnie na nas – chyba, że kolejka się wydłuży, jeśli do Unii wstąpi w tym czasie Chorwacja, względnie inny kraj z Bałkanów Zachodnich. O prestiżu można mówić wtedy, gdy prezydencja zostanie dobrze przeprowadzona, ale taką ocenę wystawia się dopiero po fakcie.
— Czyli nie ma się co puszyć, póki co?
G.G.: — Absolutnie nie ma się co puszyć, zwłaszcza, że Polska nie jest pierwszym, a czwartym z nowoprzyjętych państw, które miały lub będą wykonywały to zadanie. Pierwszym była Słowenia, której prezydencję oceniono bardzo dobrze. Drugim były Czechy, które pokpiły sprawę domową awanturą powodującą, że ta prezydencja zostanie zapamiętana negatywnie. Następnie, z grona krajów młodych stażem w UE, prezydencję będą wykonywały Węgry, i to tuż przed nami. Nie wiadomo jak im to wyjdzie, zważywszy na wewnętrzne problemy, zwłaszcza gospodarcze.
— Jaki wpływ na wykonywanie prezydencji ma Traktat Lizboński?
G.G.: — Traktat Lizboński zmienia podejście do prezydencji wśród krajów ją sprawujących. Do tej pory szefowie państw sprawujących prezydencję pozostawali na ogół w przekonaniu, że w trakcie „swoich” sześciu miesięcy wniosą do Unii tyle, że już do końca świata zostaną dobrze zapamiętani. Tak nie jest. Traktat Lizboński przesuwa ciężar kierowania Unią w stronę Rady Europejskiej i jej przewodniczącego, a jednocześnie prezydenta Unii Europejskiej, obecnie Hermana Van Rompuya. Po pierwszych siedmiu miesiącach można już powiedzieć, że kiepski z niego prezydent, rzadko się wypowiada, jest mało widoczny. Natomiast Traktat Lizboński widzi tę osobę jako autentyczną głowę, reprezentanta unijnej struktury, z którą kontaktuje się cały świat zewnętrzny. Wprowadzenie tego stanowiska personifikuje Unię, a przy okazji daje odpowiedź na słynne pytanie H. Kissingera o to, jaki numer telefonu ma „ta” Europa i kto ją właściwie reprezentuje? To właśnie pierwszy Przewodniczący Rady Europejskiej, bo taką oficjalnie nazwę ma to stanowisko, powinien wykonywać m.in. takie zadania.
— Jak osoba Przewodniczącego może wpłynąć na prezydencję narodową?
- Kategoria:
- Tagi:
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać


