KS: Z taką radą też dam radę
- Wkrótce wybory prezydenckie. Rządzi pan Słupskiem już ponad 14 lat. Trzy razy był pan prezydentem, raz wojewodą, radnym sejmiku wojewódzkiego. Wpłynął pan na obraz dzisiejszego Słupska. Jak ocenia pan te lata, co uważa za sukces, a co za porażkę?
- Dla Słupska i jego mieszkańców pracuję już ponad 40 lat. 22 lata w Polsce po 1989 roku. Czy wpłynąłem na obraz dzisiejszego Słupska? Nie mnie to oceniać, ale myślę, że w pewnym sensie tak. Wiele moich pomysłów i inicjatyw sprawiło, że jest to dziś inne miasto niż przed 20-30 laty, nowocześniejsze, ładniejsze, przyjazne mieszkańcom. Jestem dumny z wielu tych inwestycji. Za swoje ważne osiągnięcie uważam powstanie Słupskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, której byłem inicjatorem. To moje działania, jako dyrektora Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Komunikacji sprawiły, że pojawiły się tu trolejbusy. Za moich rządów WPK było w krajowej czołówce. Wspólnie z wojewodą Czesławem Przewoźnikiem, budowlańcem, udało nam się sprawić, że w mieście zaczęto budować domy wielo- i jednorodzinne. W Polsce mówiono w latach 1986-89 o „słupskim cudzie mieszkaniowym”. Miasto sprzedawało wówczas tanio nieuzbrojone działki, na których powstawały dzisiejsze osiedla przy ulicy Gdańskiej czy Akademickie. To za namową Czesława Przewoźnika zostałem po raz pierwszy prezydentem. Nie liczyliśmy godzin pracy i jeździliśmy po Słupsku, patrząc, jak powstają inwestycje. Bardzo dobrze wspominam tamte czasy, bo świetnie współpracowało mi się z tamtejszą Radą Miasta. Dziś o takiej współpracy nawet nie mogę pomarzyć. Gdy po raz pierwszy zostałem prezydentem, Słupsk nie współpracował z żadnym miastem zagranicznym, dziś współpracy z partnerami zazdroszczą nam inne miasta w kraju.
- Jednym tchem wymienia pan sukcesy. 14 lat to sporo, były też na pewno porażki.
- Zawsze są, bo zawsze można zrobić więcej. Nie wydaje mi się jednak, żeby było ich dużo. Na pewno chciałbym, aby słupszczanie mieszkali w lepszych warunkach, abyśmy mieli więcej mieszkań komunalnych i byśmy mogli budować też lokalne socjalne. Tu jednak wina nie leży tylko po mojej stronie, bo wiele moich inicjatyw spotkało się z odmową radnych, którzy nie godzili się na różne inwestycje. Zresztą, in minus mogę też zapisać to, że nie udało mi się nawiązać dobrej współpracy z obecną Radą Miasta i pewnie część winy za to także ponoszę. Ale trudno dyskutować, gdy na szczeblu samorządowym ważniejsze okazują się interesy partyjne, jak to ma dziś miejsce. Politykę i politykowanie trzeba zostawić posłom i senatorom, my musimy myśleć lokalnie.
- Opozycja na pewno szybko wyliczyłaby pana grzechy główne. Choćby kiepski stan dróg, zbytnie zadłużanie miasta, słabą bazę sportową, czy kładzenie zbyt dużego nacisku na estetyzację miasta – jego upiększanie, a nie na inwestycje przynoszące np. miejsca pracy.
- Kategoria:
- Tagi:
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać


